Z piekła do nieba: historia polskiej sportsmenki Róży Kozakowskiej

Historia Róży Kozakowskiej to gotowy scenariusz na film. Urodzona w nieszczęśliwej rodzinie, zawsze walczyła o swoje z niezmiennym uśmiechem na twarzy. Róża Kozakowska to polska lekkoatletka, rekordzistka świata w rzucie maczugą. Jej życiowe motto to: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. W 2019 roku reprezentowała Polskę na Grand Prix Europy w lekkoatletyce w Hiszpanii, gdzie zdobyła pierwsze miejsce. Z Igrzysk Paraolimpijskich w Tokio wróciła z dwoma medalami. Sport jest siłą napędową dla tej kobiety, pomaga jej iść do przodu, pisze poznanka.eu.

Trudne dzieciństwo

Przyszła sportsmenka przyszła na świat 26 sierpnia 1989 roku. Dziewczynce przyszło żyć w okropnych warunkach. W jej domu nie było ogrzewania, bieżącej wody, a sufit pokrywała pleśń. Róża sama zarobiła pieniądze na przeprowadzkę do kontenera. W domu przechodziła prawdziwe piekło. Jej oprawcą był ojczym, który stosował wobec niej przemoc fizyczną i psychiczną. Bił, topił, dusił, a nawet próbował poderżnąć jej gardło. Wszystko dlatego, że uwielbiała sport, biegała i przynosiła do domu medale. Latami musiała walczyć o życie. Często spała na ulicy albo u przyjaciół, byle jak najdalej od tyrana. Wielka żądza życia i miłość do sportu pozwoliły jej pokonać te trudności.

Już jako pięciolatka marzyła o tym, by zostać sportsmenką i reprezentować Polskę na Igrzyskach Paraolimpijskich. Początkowo próbowała sił w łyżwiarstwie figurowym, ale szybko zrozumiała, że to nie dla niej. W wieku 11 lat Róża zauważyła, że podczas biegania bardzo szybko nabiera prędkości, szczególnie na krótkich dystansach, i zrozumiała, że to właśnie lekkoatletyka jest jej powołaniem. Później zaczęła trenować skok wzwyż.

Inna niż wszyscy, rozwój kariery sportowej

Wkrótce ojczym Róży trafił do więzienia i wydawało się, że wszystko zacznie się układać. Kariera dziewczyny nabierała tempa, a ona sama była uznawana za świetną biegaczkę na krótkich dystansach. Niestety, ugryzienie kleszcza spowodowało rozwój neuroboreliozy. Początkowo Kozakowska brała udział w zawodach w skoku w dal, ale podczas pandemii choroba spowodowała paraliż wszystkich czterech kończyn. Róża przestała chodzić i musiała poruszać się na wózku inwalidzkim. Mimo kolejnej tragedii polska sportsmenka nie porzuciła swojej pasji i postanowiła zostać paraolimpijką. Najpierw próbowała pchnięcia kulą, ale ból zmusił ją do zmiany dyscypliny na rzut młotem.

Zanim jednak Róża opanowała rzut młotem, trenowała, rzucając butelką do kosza. Kozakowska ćwiczyła intensywnie, w efekcie czego opracowała własną technikę rzutu do tyłu, za plecy i ponad głową. Trenowała, walcząc z ograniczeniami swojego ciała. Na Igrzyskach Paraolimpijskich w Tokio sportsmenka pobiła rekord świata w rzucie maczugą, która przeleciała ponad 28 metrów. W ten sposób zdobyła pierwszy złoty medal dla Polski na XVI Letnich Igrzyskach Paraolimpijskich.

Wybitne wyniki

W 2018 roku Róża wzięła udział w mistrzostwach świata dla sportowców z niepełnosprawnościami. Zajęła czwarte miejsce w skoku w dal, co dało jej prawo do udziału w Igrzyskach Olimpijskich. Niestety, dziewczyna miała problemy z chodzeniem. Po skoku w dal lekarz drużyny zabronił jej uczestniczenia w biegu na 100 metrów, ponieważ mogło to doprowadzić do upadku i utraty przytomności. Zdrowie Róży gwałtownie się pogarszało.

W 2019 roku Kozakowska wzięła udział w mistrzostwach świata w Dubaju, gdzie zajęła czwarte miejsce w skoku w dal, niewiele brakowało jej do podium. Wtedy jeszcze nie była przykuta do wózka. Ogromny sukces odniosła w 2020 roku na Igrzyskach Paraolimpijskich w Tokio. Wówczas Kozakowska zdobyła złoto w rzucie maczugą w kategorii F32. Rzuciła maczugą na 28,74 metra – aż o 4 metry dalej niż jej rywalka. Na tych samych igrzyskach zdobyła też srebro w pchnięciu kulą. Dzięki międzynarodowym sukcesom Kozakowska stała się rozpoznawalną postacią w świecie sportu. Warto dodać, że rzut maczugą to dyscyplina stworzona specjalnie dla osób z porażeniem mózgowym, zastępuje tradycyjny rzut oszczepem.

W 2024 roku Róża wzięła udział w Igrzyskach Paraolimpijskich i wygrała rzut maczugą. Jednak została zdyskwalifikowana. W pierwszym rzucie pobiła rekord świata, rzucając na 31,30 metra. Nie pozostawiła swoim rywalkom żadnych szans. W następnej próbie osiągnęła 29,7 metra, ale z powodu kontuzji wycofała się z zawodów. Gdy Róża jechała do szpitala, rywalki walczyły o medal. Jednak żadna z nich nie zdołała pobić jej wyniku. Niestety, Kozakowska świętowała swój sukces tylko przez trzy godziny. Po północy została zdyskwalifikowana. Powodem tej decyzji była niezgodność używanego sprzętu z przepisami.

Z powyższego można wywnioskować, że sport to jej życie, to on ją uratował. Dziś Róża Kozakowska jest najszczęśliwszą kobietą na świecie. Przez wiele lat to właśnie sport pozwolił jej przetrwać, zachować wolę życia i doprowadził na sam szczyt – do zdobycia najważniejszego trofeum w jej karierze.

...